-->

niedziela, 15 stycznia 2012

Retro :: Piękność cery w zimie

Wygląda na to, że w końcu przyszła zima, nie wiem na jak długo, ale o cerę warto zadbać szczególnie.







PIĘKNOŚĆ CERY W ZIMIE  
Zachowane piękności cery, utrzymanie jej w stanie świeżości, uniknięcie chorobliwych zmian – jest niezmiernie trudne w porze zimowej. Wymaga nieustającej, bacznej opieki oraz zapobiegania przy najmniejszej niepokojącej zmianie.  
Klimat naszego kraju, kapryśny, pełen niespodzianek atmosferycznych – od zdrowego, mroźnego powietrza aż do przesyconego wilgocią w czasie odwilży lub tnącego ostrym przenikającym chłodem wiatru – wpływa ujemnie na stan skóry, nieraz zupełnie nieprzygotowanej do walki z temi niezbyt miłemi atakami.  
Jakkolwiek zimno odczuwamy, jako coś przykrego, szkodliwego dla naszej urody –ucieczka do ciepłych, ogrzanych pokoi pozbawia nas czaru zimy, sportów oraz przebywania na wolnem powietrzu, tak dodatnio wpływającem na nasz organizm. Nie uciekajmy przeto, ale, przezornie uzbrojone, walczmy o uzyskanie pełni zdrowia i urody, usuwając pojawiające się wady.  
Najczęściej spotykanem, szpecącym cierpieniem jest odmrożenie.  
Pod wpływem mrozu naczynia krwionośne bywają porażone, co prowadzi do zastoju krwi i czerwoności. Zmiany odmrożeniowe, widoczne dla oka – to płaskie, sinawe, ograniczone wzniesienie, pęcherze oraz najostrzejszy objaw – owrzodzenie.  
Przy czerwoności nosa i rąk bezkonkurencyjnym środkiem jest prąd elektryczny, galwanizacja, faradyzacja. Ze środków chemicznych możemy podać następujące preparaty: ichtjolu 6 gr., balsamu peruwjańskiego [1] 3 gr., kamfory 1 gr., waseliny 30 gr.; lub też taniny 5 gr., gliceryny 15 gr. (pendzlować na noc).  
Z domowych środków doskonałe wyniki dają okłady (na noc) z czystego alkoholu lub benzyny. Płatek waty, zwilżony i wyciśnięty, przykładamy na chore miejsce. W lżejszych przypadkach stosujemy pendzlowanie olejkiem sosnowym z dodatkiem gliceryny. Wogóle trzeba unikać zimnej wody oraz silnego nacierania przy myciu. Na noc nałożyć zwykłą maść siarczaną: tlenek cynku 1.50 gr., sproszkowanego kwiatu siarczanego [2] 1.50 gr., olejku migdałowego 3 gr., olejku kakaowego 3 gr.  
Jeszcze lepsze wyniki dają chwilowe okłady z gorącej wody.  
Przy odmrożeniach nóg lub rąk stosujemy hartowanie naczyń krwionośnych przez przenoszenie nóg lub rąk z zimnej do gorącej wody.  
Naczynia krwionośne, które uległy już odmrożeniu, są niezmiernie wrażliwe na chłód, wymagają bacznej uwagi, ciepłego ubrania oraz środków wzmacniających organizm.  
Kokieteryjna moda noszenia woalek ma, niestety, ujemną stronę w zimie: wystające części twarzy, jak nos i policzki, które równocześnie ciepły oddech zwilża, wywołując nierzadko zapalenie.  
Z chwilą zauważenia początków łuszczenia, gdy na skórze ukażą się nieznaczne rysy, należy na kilka dni zaprzestać mycia: przecierać twarz oliwą jadalną w najlepszym gatunku, lub nast. preparatem: wody wapiennej [3] 25 gr. i olejku migdałowego 75 gr. Preparat ten w wielu wypadkach oddaje niezastąpione usługi, gdy mycie, wskutek podrażnienia skóry, jest na przeciąg dłuższego czasu wykreślone: oczyszcza dokładnie naskórek, szczególnie przy użyciu szminki, którą doskonale usuwa, natłuszczając i udelikatniając skórę.  
Płyn ten jest łatwy do przyrządzenia, a co najważniejsze – tani tak że w każdej chwili możemy mieć świeży. Nalewamy najpierw przepisaną ilość olejku migdałowego, potem wody wapiennej, mieszając mocno, aż do połączenia obu płynów. Stosujemy go w sposób następujący: na noc lekko twarz nasmarować, nie wycierając do sucha, zostawić aż do rana; rano powtórnie przetrzeć i, po dokładnem wytarciu twarzy watą, przypudrować.  
Kożuszek od śmietanki, lekko wtarty w skórę, może nieraz zastąpić najlepszy krem.  
Oprócz wyżej wymienionych, podaję skład mleczka do przecierania twarzy w tych samych wypadkach: wody różanej 100 gr., wody kolońskiej 10 gr., gliceryny 10 gr., kwasu bornego w proszku 3 gr., nalewki benzoesowej 5 gr., coziny [4] 1 kropla.  
Mydła jaknajdłużej unikać, zastępując je otrąbkami migdałowemi, lub też lekko pokryć twarz jajkiem rozbitem w filiżance, poczem spłókać letnią wodą (nie gorącą, aby białko się nie ścięło).  
Zwracajmy uwagę na stan naszej cery, lecz nie unikajmy czaru zimy dla uzyskania pełni zdrowia.  
Wanda Pomian
Kobieta w Świecie i w Domu, nr 3, 1932. 
***

Przypisy
[1] balsam peruwiański – substancja pozyskiwana z kory drzewa woniawca balsamowego.
[2] kwiat siarczany to nie żadna roślina oczywiście, tylko tzw. siarka sublimowana, czyli siarka w postaci drobnych kryształków. 
[3] woda wapienna – nasycony, wodny roztwór wodorotlenku wapnia.
[4] ktoś wie co to jest?

***

Artykuł pochodzi z 1932 roku, pisownia oryginalna, nie oburzajcie się na te wszystkie "pendzlowania" czy "spłókiwanie". Dosyć drastyczne wydaje mi się stosowanie okładów z benzyny, czystego alkoholu czy gorącej wody (mam nadzieję, że nie wrzątku!). Wygląda też na to, że trzeba było mieć w domu niezłe laboratorium. Rozbroiła mnie też całkiem wzmianka o woalce :)



Robicie samodzielnie jakieś preparaty pielęgnacyjne?
Macie jakieś tajemne sposoby na zabezpieczenie cery przed skrajnymi zimowymi warunkami?


Podziel się!

4 komentarze:

  1. sama robie tonik ale to nie ze wzgledu na zime...
    przed wyjsciem smaruje twarz kremem a teraz zamowilam sobie pewien olejek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. do wywaru z bialej herbaty(wiadomo taka ze wzgledu na wlaciwosci ma duze zastosowanie w kosmetyce), dodaje lyzke pylku kwiatowego w miodzie, wywaru z mydlnicy, odrobine octu jablkowego(na moim blogu jest notka o tym)... przynajmniej jest naturalny ;) teraz tez dodaje troche ziol ktorymi tez plukam wloski.

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, benzyna???!!! Przeraziłam się na samą myśl okładania jakiejkolwiek części ciała benzyną :/

    OdpowiedzUsuń