-->

niedziela, 7 października 2012

Retro :: Strój ranny stosowny





Sztuka ubierania się gustownie
1.
Toaleta poranna. 
,,"Pozwól, nadobna Czytelniczko, wprowadzić się do wykwintnego buduaru, gdzie na aksamitnej otomanie spoczywa rozkosznie wyciągnięta pani domu. 
Obłok przezroczystego batystu i kosztownych walencianek owija uroczą postać; jedwabiste włosy wymykają się puklami z pod eleganckiego haftowanego czepeczka, a na perskim dywanie spoczywa cudowny pantofelek z krokodylej skórki, spozierający z tęsknotą na nóżkę w jedwabnej pończoszce, z którą przed chwilą został rozłączony"... 
Podobne opisy często zapewne spotykałaś, moja miła Czytelniczko, w pochłanianych z gorączkową chciwością powieściach i romansach, wyobrażając sobie naówczas, jak pięknie Ty byś w podobnem otoczeniu i stroju wyglądała! 
Nie wątpię o tem wcale. 
Niestety jednak, podobny rozkoszny zbytek nie bywa udziałem zwykłych śmiertelników. Nie każda kobieta posiada pannę służącą, której zadaniem jest codzienne odświeżanie tysiąca drobnostek, należących do podobnie eterycznego stroju; nieposiada też gospodyni zastępującej ją w kierowaniu prozaicznemi potrzebami gospodarstwa domowego i wreszcie opiekunki dzieci, wymagających przecież dozoru i najrozmaitszych posług. 
Jeżeli warunki materjalne nie pozwalają na ranny odpoczynek w opisanej pozie i utrzymywanie powyższego kompletu służby, to zupełnie nie na miejscu jest strój ranny elegancki, kosztowny, a niepraktyczny, który może być tylko zawadą w spełnianiu obowiązków gospodyni i matki. Koronki, batysty, niestosowny krój powstrzymują często od spełniania niektórych koniecznych czynności, gorzej jeszcze, gdy ulegają poplamieniu i obrywaniu przy zajęciach gorliwej gospodyni, a czas ani chęci nie pozwalają na codzienne reperacje i odświeżanie. W krótkim też czasie eleganckie matinée staje się ofiarą wcale niepoetycznych, trudnych warunków naszego codziennego życia. 
Konkluzya zatem, gdy nie można kierować gospodarstwem za pomocą magicznego słowa, odpoczywając w malowniczej pozie, na wspomnianej otomance, lepiej będzie zastosować swój ubiór ranny do czynności, mających być w nim spełnianych. 
O ile z jednej strony jesteśmy przeciwni zbytkom i niepraktycznym koronkom i haftom, o tyle z drugiej strony protestujemy przeciwko tak zwanej swobodzie, poprostu niedbalstwu i niechlujstwu rannego ubrania. Doniszczanie kostjumów wizytowych i ulicznych jest w zupełnem przeciwieństwie z czystością i dobrym smakiem, obowiązującym zawsze i wszędzie. 
Nikt mnie przecież nie zobaczy, prócz domowych – myśli sobie gospodyni, wychodząc ze swego pokoju w poplamionej sukni z brakującemi guzikami, nieuczasaną głową i w przydeptanych pantofelkach. Nie mówiąc już o przykrem wrażeniu na męża, jakże podobny przykład niedbalstwa oddziaływać musi na dzieci i sługi? 
Czyż możemy wymagać czystości i porządku, jeśli go same nieprzestrzegamy? 
Przejdźmy teraz do szczegółów. Szlafroczek, zastosowany do pory roku, z mniej lub więcej kosztownego, a zawsze praktycznego materjału; nie krępujący ruchów zbyt obcisłymi lub fruwającymi rękawami, może być zupełnie dogodnym  a zarazem posiadającym estetyczny wygląd. Gustujące w jasnych kolorach mogą się tu niekrępować, bo to, coby na ulicy było zbyt jaskrawem pod względem koloru, lub oryginalności kroju, w szlafroku nie razi wcale, naturalnie jeśli całość jest gustowną i dobrze zastosowaną do figury i cery danej osoby. 
Na włosach uczesanych lub prowizorycznie przygładzonych, czepeczek lub siatka mogą być do gustu, mniej lub więcej strojne. 
Pantofle powinny odpowiadać tak wygodzie, jak porze roku. Przydeptane pantofelki albo używanie spacerowych bucików jest w złym tonie. 
Osoby otyłe i starsze lepiej wyglądają w ciemnej marszczonej spódniczce i odpowiednim na wpół luźnym kaftaniku; szlafroczek bowiem, odznaczając wyraźnie kształty, wymaga tem samem szykownej figury i zręcznych ruchów. 
Niespodziewana wizyta lub odwiedziny (naprz. doktora), niech was, moje gospodynie, nie wprawia w kłopot z przyczyny zastania was w szlafroczku, jeśli ten tylko odpowiadać będzie warunkom czystości, porządku i dobrego smaku. 
Przeciwnie, przesadny i pracowity strój o rannej godzinie jest nienaturalnym, stoi w sprzeczności z nieuprzątniętem o tej porze mieszkaniem, lub budzi domysł, że zamiast snu, gosposia używała nocnych godzin na strojenie się. 
Sapho. 

Kobieta, nr 5, 1913.


***

Przyznaję, że wizja buduaru z aksamitną otomaną i krokodylimi pantofelkami również dla mnie jest dość kusząca. Niestety, nie leżę wyciągnięta na wspomnianej otomance. Jeśli cokolwiek jest wyciągnięte, to są to rękawy mężowskiego swetra (można je związać jak kaftan bezpieczeństwa), który mam na sobie. Do tego zniszczone dżinsy, które nie nadają się już na "strój uliczny" i grube puchate skarpetki antypoślizgowe (uwielbiam takie!). Jestem nieelegancka i nieszykowna, ale wygodnie mi i ciepło.



Dzielicie ubrania na "wyjściowe" i "domowe"?
W czym lubicie chodzić po domu?



Podziel się!

12 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem, co powiedziałaby autorka tego artykułu, gdyby zobaczyła współczesne kobiety paradujące pół dnia w piżamie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradowanie pół dnia w piżamie akurat mnie, kobietę współczesną, bulwersuje :D :D :D

      Usuń
  2. Od kiedy wróciła moda na legginsy, to legginsy plus luźna góra plus puchate skarpetki. Strój ma tę zaletę, że "Niespodziewana wizyta lub odwiedziny (naprz. doktora)" łatwo można zmienic górę na bardziej reprezentacyjną niż koszulka WOWa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W domu tylko spodnie dresowe! Ale nie jakieś powyciągane, tylko w miarę "ładne" :) Dres także na spacer z psem po okolicy i do uprawiania sportu. W innym przypadku - nigdy! :) A na górę jakakolwiek koszulka, może być powyciągana, byle nie brudna! I oczywiście ciepłe skarpetki, to podstawa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne legginsy plus sweter w ładnym kolorze robiony na drutach:) Kiedyś lubiłam po domu chodzić w emu, ale mój chłopak nazywał mnie "Chewbaccą", więc pozostało chodzenie na bosaka:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do chodzenia po domu szczególną sympatią darzę spodnie dresowe tudzież salwar natomiast w niedzielę zawsze spódnica - jakoś tak przywykłam :) Natomiast do tego ciepły sweter to absolutna podstawa :) szlafroczek i butki z wężowej skórki to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ze wzgledu na klimat zazwyczaj chodze po domu w szortach i bokserce. W pracy musze wygladac w miare elegancko i z przyjemnoscia po powrocie do domu przebieram sie w luzniejsze ciuszki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzielę. Dzięki temu ubrania nie niszczą mi się tak szybko i nie narażam ich na plamy np. podczas gotowania. A po za tym czuję się w domu swobodniej w innych ubraniach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie oddaję się "domowym obowiązkom" w swoich najfajniejszych ciuchach, więc chcąc nie chcąc dzielę odzież na wyjściową i domową :]

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście, że dzielę ubrania na wyjściowe i nie-wyjściowe. W domu lubię czuć się swobodnie, więc zazwyczaj pomykam w legginsach (kiedy robi się zimno, przerzucam się na spodnie dresowe) i w t-shircie. Nie wyobrażam sobie, żebym po domu chodziła w jeansach. Poza tym podczas różnych prac domowych, gotowania czy nawet nakładania makijażu często zdarza mi się upaćkać czymś, więc nie byłoby sensu nosić po domu najlepszych ciuchów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ulubione różowe klapki, a żeby nie marznąć w stopy - puchate skarpety. do tego zazwyczaj dżinsy lub wyzej wspominane legginsy. jakis zwykly sweter, lub w cieplejsze dni koszulka.

    OdpowiedzUsuń
  11. też dzielę ubrania, w domu raczej sprane, powyciągane rzeczy, których już nie da się nosić na wyjście:) zazwyczaj też najpierw się maluję, a potem dopiero przebieram :)

    OdpowiedzUsuń