-->

środa, 5 października 2016

Poważnie :: Boję się być kobietą

Dzisiejszy wpis jest zupełnie inny od tych, do których przywykłyście na moim blogu. Nie ukrywam, że temat jest dla mnie trudny i podchodzę do niego emocjonalnie. Nie musiałam nigdy rozważać aborcji – nikt mnie nie zgwałcił, nie zaszłam w niechcianą ciążę. Ale swoje przeżyłam i cholera mnie bierze, kiedy widzę, jak jestem postrzegana jako kobieta przez niektóre frakcje społeczne i polityczne. I najnormalniej w świecie się boję. Boję się być kobietą w tym kraju.



pogotowie.tumblr.com



***

Byłam dwa razy w ciąży. Obie skończyły się za wcześnie. W przypadku pierwszej z IVF (tak, to przeklęte, szatańskie in vitro) był to dla mnie naprawdę spory wstrząs, bo zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Poszłam szczęśliwa na kolejne USG i widziałam jak lekarka blednie i wpatruje się w nieruchomy obraz na monitorze, próbując zobaczyć jakikolwiek ruch, jak wsłuchuje się w ciszę, zamiast której powinno wybrzmiewać to śmieszne bicie serca, szybkie jak u myszy. Druga ciąża była przedziwną wpadką, która według opinii lekarzy miała nikłe szanse się zdarzyć. O ile za pierwszym razem obumarcie ciąży trudno czymkolwiek wytłumaczyć, po prostu się czasem zdarza, chociaż to żadna pociecha, to za drugim było duże prawdopodobieństwo, że tak się stanie z powodu obciążenia genetycznego. Szansa na zdrowe dziecko była znikoma, na chore i niezdolne do życia – ogromna (osoby o mocnych nerwach mogą sobie poczytać o trisomii chromosomu 13). Jeszcze zanim ciąża obumarła, dostałam od mojej ginekolog skierowanie na amniopunkcję. BO MIAŁAM DO TEGO PRAWO. I gdyby jej wynik okazał się zły, nie wahałabym się ani chwili. Nie dopuściłabym do cierpienia własnego dziecka, BO MIAŁABYM DO TEGO PRAWO (inna sprawa, że z wyegzekwowaniem tego prawa nie byłoby zapewne łatwo). Natura zadziałała jednak sama. 

Wiecie co mnie przeraziło w obu przypadkach? Lęk lekarzy przed usunięciem obumarłej ciąży. Obumarłej! Trzech różnych ginekologów musiało stwierdzić brak akcji serca i zapewne przypieczętować zaświadczenie własną krwią, żeby przypadkiem ktoś nie posądził lekarza wykonującego łyżeczkowanie o aborcję. Pomijam fakt, że nie każdy lekarz potrafi się w zachować w takich okolicznościach. Jeden w czasie USG puknął w monitor, na który naprawdę starałam się nie patrzeć i radośnie oznajmił „Oooo, pani popatrzy, tu mamy ten martwy płodzik”. Aż przykro komentować.

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo gdyby to wszystko działo się po zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej proponowanym przez komitet Stop Aborcji, prawdopodobnie siedziałabym na komisariacie w charakterze podejrzanej o „zabójstwo prenatalne”. Przynajmniej za pierwszym razem, do drugiej ciąży by pewnie nie doszło, bo odsiadywałabym właśnie wyrok do lat trzech* za to, że wzięłam jedną tabletkę paracetamolu, miałam katar, nie zmówiłam paciorka przed snem lub w inny sposób nieumyślnie – a może umyślnie? – przyczyniłam się do „śmierci dziecka poczętego”. Dziecka, którego naprawdę chciałam. Absurd? Owszem, ale to naprawdę może się komuś przytrafić, jeśli ustawa przejdzie.

***

Żeby była jasność: jestem przeciwna stosowaniu aborcji jako formy antykoncepcji, bo zdecydowanie nią nie jest. Ale jestem za prawem wyboru. Za prawem decydowania o własnym losie. Za prawem zachowania zdrowia, w tym psychicznego (nie wierzę, że można urodzić dziecko będące owocem gwałtu i nie mieć w związku z tym żadnej traumy). Za prawem do bycia chcianym dzieckiem. 


Na razie Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka opowiedziała się za odrzuceniem obywatelskiego projektu ustawy komitetu Stop Aborcji. To Wasza zasługa i jestem z Was dumna. Z każdej z Was, która w jakikolwiek sposób wyraziła swoje oburzenie próbami sprowadzenia Polek do roli bezwolnych inkubatorów. Pokazałyście światu, że w Polsce nie dzieje się dobrze. Ale to dopiero początek walki, jutro projekt trafi do Sejmu. Szczerze? Boję się. Boję się o każdą z nas, bo życie jest nieprzewidywalne i pokręcone, a bycie kobietą w Polsce może z trudnego stać się niemożliwe.

UPDATE: Sejm odrzucił projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Czy mi ulżyło? Nie, w najmniejszym stopniu. Sprawa teraz przycichnie, ale prędzej czy później wróci. Trzeba trzymać rękę na pulsie. 


*„Art. 152. § 1. Kto powoduje śmierć dziecka poczętego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. 
§ 2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3." Źródło.

12 komentarzy:

  1. Ja miałam ciążę zagrożoną. I gdybym poroniła, a jakiś debil rozważał czy to była aborcja, to chyba przegryzłabym mu ze złości tętnicę szyjną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja o mało nie zeszłam przy pierwszej cesarce. Miałam bardzo duży krwotok, koagulopatię (krew przestała krzepnąć), dostałam mnóstwo krwi. Cały wieczór aż do rana stał nade mną sztab lekarzy, pielęgniarek i ratowali. DO każdej dłoni i stopy miałam dołączoną krew i inne kroplówki. Przy drugiej ryzykowałam, ale na własną odpowiedzialność. Więcej nie ryzykowałam, nosiłam wkładkę. Teraz pewnie i mnie przymknęli ale nie cofnę się przed walką o nasze prawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, dobrze, że się to dla Ciebie dobrze skończyło.

      Podejrzewam, że na każdą kobietę by się coś znalazło :(

      Usuń
    2. Gdyby chcieli kogoś zniszczyć to na pewno. Mam nadzieję, że to im się nie uda, ale jestem też przerażona zakłamaniem części społeczeństwa.

      Usuń
  3. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. To ważne aby ludzie się dowiadywali ze problemy z ciąża nie dotyczą marginesu ale większości kobiet. Ja pierwsza ciąże, zaplanowana, kilkunastorygodniowa straciłam. Płód obumarł. Nie wyobrażam sobie aby w tamtym traumatycznym dla mnie momencie ktoś ciągał mnie po prokuratorach i przesłuchiwał czy aby się nie przyczyniłam. I tak jak Ty jestem przeciwna traktowaniu aborcji jak antykoncepcji ale kobieta powinna mieć do niej prawo. Bo to jej organizm ponosi fizyczne i psychiczne konsekwencje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chociaż jestem osobą wierzącą i dla mnie aborcja=zabójstwo to jestem za tym aby każda kobieta mogła decydować o sobie i swojej przyszłości bez jakichkolwiek konsekwencji. Chciałabym żeby ci którzy nigdy nie znajdą się na miejscu żadnej kobiety mieli najmniej do powiedzenia w tej kwestii. Nie zgadzam się na to aby kościół ingerował w jakiekolwiek strefy mojego życia tak jak robi to teraz. Prawo ma być poza religią. I nóż otwiera mi się w kieszeni kiedy słyszę od księdza że w wyniku stresu kobiecie zgwałconej trudniej zajść w ciążę. Jestem za korzystaniem z wszelkich dostępnych działań medycznych pozwalających na zajście w ciążę ale i na rezygnację z niej. Bo uważam że każdy ma swój rozum i potrafi sam o sobie decydować. Nie oceniam, nie potępiam i sama też chciałabym być tak traktowana. Zauważcie że w krajach gdzie aborcja jest legalna nie jest tak że kobiety regularnie z niej korzystają. Ale mają WYBÓR, komfort psychiczny - jeżeli spotka ich sytuacja, która ich przerośnie,mają możliwość zwrócić się o pomoc i tę pomoc otrzymają. Kiedyś oglądałam dokument o tym jak w poszczególnych krajach wygląda wychowanie seksualne dzieci i młodzieży i pamiętam jedną wypowiedź Brytyjki, że ma jakieś tam plany na życie do 32rż. i dlatego że jest świadoma co może nieść za sobą współżycie będzie się starała tak postępować aby nie zajść w ciążę bo przeraża ją myśl o aborcji. I dlatego uważam że powinniśmy iść takim tokiem myślenia -edukacja przede wszystkim.
    Może większości nie spodoba się to co napiszę ale wg mnie powinno być tak: aborcja ogólno dostępna i bezpłatna ale przede wszystkim odpowiednia i rzetelna edukacja seksualna, in vitro tak samo, w przypadku gwałtu i pedofilii dożywotnie więzienie lub obowiązkowa fizyczna kastracja i baza wizerunkowa takich osób. I nie rozumiem czemu państwo chce pastwić się nad niewinnymi .

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co napisać, wstrząsające wyznanie i przykre doświadczenia. Ogromny szacunek dla Ciebie, że to napisałaś. Ten wpis powinien przeczytać każdy "pro-life" i każdy poseł i inny szarlatan, który popiera zaostrzenie ustawy.

    OdpowiedzUsuń
  6. To przykre, co przeszłaś, ale ewidentnie nie przeczytałaś ustawy, albo zinterpretowałaś ją tak, jak media. Powiem tylko, że nie do końca będzie tak, jak się wszystkim wydaje, że będzie. Denerwuje mnie ta cała "walka" kobiet, które nawet nie przeczytały projektu ustawy i wymyślają jakieś bzdury, i idą strajkować. Nasz kraj naprawdę pozwala sobą manipulować.

    I żeby nie było, nie jestem za zmianą tej ustawy, ale przynajmniej wiem co rzeczywiście ma się zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. To jeden z tych postów, których czytaniu towarzyszy u mnie dużo tytoniu i zgrzytania zębów. otąd boli mnie szczęka od zaciskania. Serio.

    Ciężko mi napisać "Wiem, co czujesz" - W ciąży nie byłam. Nie planuję, tak szczerze. Nie przechodziłam przez poronienie czy łyżeczkowanie, nie groziła mi sepsa w wyniku jego przeciągania. Nie grozi mi też śmierć jako konsekwencja ciąży.

    Grozi mi za to dożywotnia przesiadka na wózek inwalidzki.

    Uszkodzenie mojego kolana eliminuje bieganie, daje kłopoty z równowagą i wymusza bezwzględne oszczędzanie się. Bezwzględny reżim pilnowania masy ciała, by obciążenie nie było za duże. Ciąża potrzaska mi mój wątły staw kolanowy w drzazgi, nie mam co do tego złudzeń. Do tego mam obustronne genetyczne skłonności do ciąży bliźniaczej. Zbyt bolesna i czasochłonna była moja walka o to, bym w ogóle stała na nogach samodzielnie, by stać mnie było na to ryzyko.
    Walka obejmowała przeszczep kości udowej i połączeń z kolanem. Fakt, że moja noga nie jest moja w jakichś 70 procentach, dyskwalifikuje mnie jako krwiodawcę. Pracodawcy również nie są zbyt chętni do zatrudniania inwalidki. Tak długo próbowałam znaleźć pracę, aż mi się przez znajomość (!) udało. Wytłumaczy mi ktoś, jak to jest, że branie ode mnie krwi i zmuszanie do obciążania w pracy jest zakazane, ale już przymuszenie mnie do donacji całego mojego ustroju, tkanek i integralności organizmu, jak i sproszkowanie moich chrząstek i więzadeł w kolanach na przysłowiową mąkę w przypadku ciąży jest absolutnie correct?

    Kilka lat temu, idąc w grupie, zostałam przez obcych ludzi znienacka złapana za rękę w bramie, przy czym jeden rzekł do drugiego: "Ja biorę tę małą! Kuleje, więc tak łatwo nie spie#doli, hehehe...".
    Żyję w kraju, w którym losowy samiec nie ma problemu z powiedzeniem mi prosto w twarz, że skoro kuleję, jemu będzie łatwiej mnie zgwałcić. Teraz armia kolejnych mówi mi prosto w twarz, że następnym razem, jak spełni on swój zamiar i zajde przy tym w ciążę, mam mu zrobić kosztem własnej integralności prezencik? Że mój partner ma stanąć przed wyborem, czy wysłać mnie na wózek, czy do więzienia?

    Co dalej? Bykowe? Zakaz antykoncepcji wzorem ISIS? Policja ginekologiczna wzorem Ceausescu, waląca do mieszkań losowych kobiet i sprawdzająca, czy nie mają pozakładanych wkładek?
    Trąci uniwersum Orwella? A czymże trąci stwierdzenie "W 2016 roku, jak ktoś mnie zgwałci i zajdę w ciążę, BEDĘ MUSIAŁA DONOSIĆ TĘ CIĄŻĘ, bo inaczej kojo w pawilonie trzecim, czarny chleb i czarna kawa do mnie zawędruje? Na dłużej, niż zawędruje do sprawcy"?

    A najgorsze, że ni Tobie, ni mnie, ni nam podobnym nie dadzą krzyczeć w mediach publicznych. Komu dadzą? Terlikowskiemu, który wsadziłby nas w SSmański mundur. Kukizowi, który skwituje, że "było patrzeć, komu się dawało". Dlatego zgrzytam jedynie zębami między jednym ćmikiem a drugim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzedzając zaś wszelkie pytania, czy i jak się zabezpieczam - zabezpieczam. Wkładką hormonalną. Która ma obecnie najwyższą skuteczność. I której zygotarianie mają zakusy zakazać.

      Usuń
  8. Dziękuję Ci za ten wpis, szczery i jednocześnie wyważony. Jestem przeciwniczką aborcji to znaczy chciałabym żeby było jej jak najmniej. Chciałabym taniej, dostępnej, skutecznej antykoncepcji i edukacji w każdej szkole. Chodze na protesty bo to mi się nie mieści w głowie że teraz jest taki klimat że ludzie się nie wstydzą mówić takich rzeczy jak niektórzy politycy. NIe chodzi jedynie o to żeby ten projekt nie przeszedł ale o to żeby pokazać ze tak nie wolno mówić o drógim człowieku bez litości. A sama straciłam dwie ciąże i naprawde rozumiem jak cenne jest nawet takie wątłe życie na wczesnym etapie.

    OdpowiedzUsuń