-->

środa, 21 czerwca 2017

Warto przeczytać :: "Szczęśliwa skóra"
i "50 mitów o urodzie"

Nie jestem jakąś szczególną miłośniczką różnej maści poradników i raczej niechętnie po nie sięgam. Dzisiaj chciałabym jednak przedstawić Wam dwie książki z tego gatunku, dotyczące pielęgnacji urody – Szczęśliwą skórę Adiny Grigore i 50 mitów o urodzie Jany Zubcowej i Tijny Orasmae-Meder – po które warto sięgnąć.



"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"
"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"
"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"



Adina Grigore, Szczęśliwa skóra. Naturalny program domowej EKOpielęgnacji★



Na wstępie muszę zastrzec, że nie jestem fanką mody na ekopielęgnację, nie węszę we wszystkim podstępu, nie podejrzewam przemysłu kosmetycznego o rzeczy najgorsze i staram się kierować zdrowym rozsądkiem. Do Szczęśliwej skóry podeszłam ostrożnie, spodziewając się tyrady o kancerogennych kosmetykach, którymi koncerny chcą nas zabić. Tymczasem nie jest tak źle.


BAGAŻ GENETYCZNY I TRYB ŻYCIA


Adina Grigore podkreśla związek między tym, jak wyglądamy, a tym, jak żyjemy i propaguje podejście holistyczne. Żeby wiedzieć, jak o siebie dbać, trzeba wiedzieć, kim się jest – jaki mamy bagaż genetyczny (skąd pochodzą nasi przodkowie, jakie choroby występują w rodzinie), jak wyglądało nasze dzieciństwo, jakie mamy przyzwyczajenia żywieniowe, jaki tryb życia prowadzimy, gdzie mieszkamy. Bo droga do pięknej skóry to nie tylko kosmetyki. Zestresowana pracownica korporacji, odżywiająca się nieregularnie i byle czym, prowadząca siedzący tryb życia, niedosypiająca i ratująca się hektolitrami kawy; u której krewnych występują często przypadki miażdżycy, cukrzycy, zawałów i innych nieszczęść musi podjąć zupełnie inne kroki niż zawsze zrelaksowana joginka, którą niepokoją sporadycznie pojawiające się pryszcze.

DIETA


Autorka – moim zdaniem słusznie – sporo uwagi poświęca odżywianiu i jego wpływowi na stan skóry. Zachęca do przyjrzenia się własnej diecie, prowadzenia osobistego "dziennika odżywiania" i z jego pomocą wychwycenia i wyeliminowania składników, które mogą wywoływać łańcuch reakcji zapalnych i wpływać na stan największego organu naszego ciała, czyli skóry. Na celowniku oczywiście pszenica, nabiał, cukier, soja. No i alkohol oraz – ogólnie ujmując – żywność wysokoprzetworzona. Podaje też trochę przepisów, między innymi na domowy majonez, kokosowy popcorn czy ...kiszoną kapustę, bo produkty fermentowane uważa za korzystne dla zdrowia.


KOSMETYCZNY ODWYK


W dalszej części książki autorka zachęca do zweryfikowania swoich przyzwyczajeń kosmetycznych – znowu za pomocą dziennika, w którym mamy notować przez tydzień nazwy użytych produktów, czas ich zastosowania i obserwowania aktualnego stanu skóry. Kolejny krok to trójetapowy kosmetyczny odwyk – od dodawania do kosmetycznej "diety" naturalnych składników, jak na przykład oliwy do kremu nawilżającego, po całkowitą rezygnację z przemysłowych kosmetyków i zastąpienie ich przygotowanymi własnoręcznie. Na szczęście można poprzestać na kroku pierwszym.

KRWAWA MARY


Autorka omawia szereg składników, które znajdziemy w kuchni (no może poza masłem shea...), mogących posłużyć do stworzenia własnego kosmetyku, takie jak sól morska, cukier, miód, oliwa, olej kokosowy, ocet jabłkowy). I wszystko fajnie, ale kiedy docieramy do konkretnych receptur, niestety okazuje się, że musimy mieć wiele innych składników – glinkę, wodę różaną, olej z nasion marchwi, sok z aloesu, masło kakaowe i inne. Czyli do całej akcji trzeba się przygotować. No chyba, że mamy akurat pod ręką wódkę, sok pomidorowy i ocet jabłkowy. Wtedy możemy spontanicznie przygotować tonik ściągający "Krwawa Mary". Serio. Wzdrygam się na myśl, o przecieraniu twarzy tą miksturą.

ŻE CO?


Są w Szczęśliwej skórze fragmenty, przy których się irytuję, na przykład ten, w którym autorka twierdzi, że twarz, ciało i włosy można skutecznie umyć samą wodą. Nie dam się przekonać, że woda jest w stanie usunąć zanieczyszczenia, które w ciągu dnia osiadają na powierzchni skóry, a już tym bardziej nadmiar sebum.

Albo takie, przy których głośno pytam "Że coooo???". Chociażby "naturalne oleje nie blokują porów, tylko je odżywiają". Odżywiają? Zawsze wydawało mi się, że pory skóry to ujścia gruczołów łojowych i służą do odprowadzania łoju ze skóry, tu nie ma nic do odżywania. Nie blokują? Niestety to nie takie proste, na przykład bogaty w witaminę E olej z kiełków pszenicy (wheat germ oil) to dla wielu osób gwarancja wysypu zaskórników. Na mojej osobistej czarnej zaskórnikowej liście jest masło shea, olej jojoba i parę innych. Przy okazji, autorka wcale nie neguje, że niektóre składniki mogą działać komedogennie – chociaż samo oznaczenie "niekomedogenny" na opakowaniu kosmetyku uważa wyłącznie za chwyt marketingowy – i doradza po prostu poeksperymentować... Czyli naturalne oleje nie zatykają porów, ale mogą zatykać pory?

Parę razy parsknęłam też śmiechem, jak chociażby czytając przepis na dezodorant w kremie: "2 łyżki mąki kukurydzianej, ararutowej lub z tapioki (wybierz taką, którą masz pod ręką". Założę się, że w większości polskich domów nie znajdziecie mąki kukurydzianej, a już tym bardziej ararutowej czy z tapioki. Co najwyżej pszenną i ziemniaczaną. Ale to tylko dowód na to, że przekładany na inny język poradnik może nie do końca wpasowywać się w kulturowe, społeczne czy ekonomiczne realia danego kraju.

MAJONEZ? NIE, DZIĘKUJĘ


Nie ma takiej siły, która przekonałaby mnie do opróżnienia łazienkowych półek, mycia się samą wodą i stosowania maseczki z przygotowanego samodzielnie lub kupnego organicznego majonezu. Na samą myśl robi mi się słabo. Lubię kosmetyki i związane z ich stosowaniem rytuały, lubię ładne zapachy i przyjemne konsystencje. Lubię lubić kosmetyki. Nie znaczy to jednak, że książkę  Adiny Grigore uważam za złą, a czas przeznaczony na jej przeczytanie za stracony, bo dobrze czasem spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy, nawet jeśli nasze zdanie pozostaje niezmienione.




"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"
"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"
"Szczęśliwa skóra" & "50 mitów o urodzie"



Jana Zubcowa, Tijna Orasmae-Meder, 50 mitów o urodzie. Cała prawda o kosmetykach organicznych, botoksie, komórkach macierzystych i wielu innych rzeczach★



50 mitów o urodzie stoi w pewnym sensie na przeciwnym do Szczęśliwej skóry biegunie. Autorki – dziennikarka Jana Zubcowa i lekarz-kosmetolog Tijna Orasmae-Meder – starają się obiektywnie spojrzeć na tytułowe mity i je obalić. Co prawda zawsze zapala mi się lampka alarmowa na hasło "cała prawda o X, Y, Z", a w końcu podtytuł tej książki to "Cała prawda o kosmetykach organicznych, botoksie, komórkach macierzystych i wielu innych rzeczach", jednak jej treść jest wyważona i racjonalna.

ŚCIEMA, CHEMIA  I PRYSZCZ


Autorki rozprawiają się z całą masą mitów, na które bez przerwy się natykamy. Że próbki kosmetyków są dużo skuteczniejsze, bo producenci w ten sposób próbują nas przechytrzyć i zachęcić do kupna całego opakowania, że kosmetyki "chemiczne" są gorsze od organicznych, że kremy antycellulitowe to wielka ściema, że makijaż przyspiesza starzenie, że tłusta skóra starzeje się wolniej, że tanie i drogie kosmetyki zawsze różnią się tylko opakowaniem i marketingową otoczką, że istnieją kosmetyki w stu procentach hypoalergiczne, że rozmieszczenie pryszczy na twarzy zawsze ma związek z niedomaganiem konkretnych organów itd.

NO WŁAŚNIE!


Przeczytanie tej książki zajęło mi jedno popołudnie. Siedziałam, czytałam i co chwilę powtarzałam pod nosem "No właśnie!!!", bo wielokrotnie autorki pisały dokładnie to, co sama myślę. Na przykład o tym, że płyny micelarne jako ostatni krok oczyszczania twarzy mogą wysuszać skórę, bo na jej powierzchni zostaje przecież detergent. Albo że nagonka na parabeny to tak naprawdę polowanie na czarownice.

50 mitów o urodzie polecam wszystkim. Zdroworozsądkowe podejście autorek, spokojna wyważona argumentacja czynią tę książkę cennym przewodnikiem po panującym obecnie informacyjnym chaosie.


***








Czytałyście? Podzielcie się opinią!
A może natrafiłyście ostatnio na jakiś zdumiewający mit urodowy?



Podziel się!
Szukasz informacji o innym produkcie? Skorzystaj z WYSZUKIWARKI u góry strony lub zajrzyj do KATALOGU.
Bez względu na to, jak dany kosmetyk do mnie trafił, opisuję wrażenia z jego stosowania całkowicie szczerze. Siłą rzeczy są to opinie osobiste, więc subiektywne. Nie mogę zagwarantować, że dany kosmetyk sprawdzi się u kogoś innego. Produkty, które przysłano mi do wypróbowania, oznaczam symbolem ★.

9 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe. Z tego co u ciebie czytam, książka wydaje się inteligentna. Nie znoszę, gdy ktoś pakuje pseudonaukowe brednie do mojego zdrowia - a zwłaszcza diety, ale ta chyba jest na czasie.

    Pozdrawiam i zapraszam na moją stronę: zoio.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj zdanie mam podobne nigdy nie nalozylabym majonezu na wlosy, rowniez po olejach mam wypryski i nie stosuje a woda to mozna jak dla mnie makijaz utrwalic hihihi

    OdpowiedzUsuń
  3. Notuję oba poradniki, muszę zerknąć !

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie bym poczytała ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam ani tej pozycji, ani tej pozycji ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przekonałaś mnie do zakupu książki ''50 mitów o urodzie'' :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już bardziej z tych dwóch byłabym skłonna przeczytać "50 mitów o urodzie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę przeraziły mnie fragmenty "szczęśliwej skóry" :p Szczególnie o tym toniku, nigdy w życiu bym go nie użyła! Pamiętam jak raz chciałam użyć sam ocet aby oczyścić skórę głowy, zaczęło mnie tak piec, że od razu zmyłam :< Ale ja mam bardzo wrażliwą skórę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń