-->

środa, 26 lipca 2017

Makijaż :: Rozgwieżdżone niebo...
Rozświetlający korektor pod oczy Lirene No Dark Circles

Gdybym miała wyliczyć moje największe urodowe zmory, to na pewno w pierwszej piątce znalazłyby się cienie pod oczami. Mam je odkąd pamiętam i nic ich nie chce ruszyć. Nie ważne, co jem, ile piję wody, ile śpię, czy jestem zrelaksowana etc. – są i już. Może nie tragiczne, ale bardzo wyraźne. Trochę się już z tym pogodziłam i po prostu staram się je w miarę dobrze zamaskować. Niestety znaleźć dobry korektor to nie taka prosta sprawa, tym bardziej, jeśli jest się takim dziwnym okazem jak ja, który nie lubi grubych warstw mazideł, nie skusi się na malowanie skóry wokół oczy czerwoną pomadką i ogólnie unika dziwnych trików, których pełno w internecie.



Lirene No Dark Circles Rozświetlający korektor pod oczy
Lirene No Dark Circles Rozświetlający korektor pod oczy



Kiedy w moje ręce trafił rozświetlający korektor pod oczy Lirene No Dark Circles★ pomyślałam, że może wreszcie spełni moje oczekiwania. Czyli będzie miał lekką, nawilżającą konsystencję, a przy tym będzie maskował cienie. Niby tak mało, a tak dużo. 

W sumie początkowo wydał mi się sympatyczny. Nie lubię ciężkich korektorów pod oczy, a ten okazał się właśnie lekki i nieco nawilżający. Wiele razy przeklinałam gąbkowy aplikator – ani wygodny, ani higieniczny. Lepiej spisałby się po prostu aplikator-dzióbek. Sytuacji nie poprawia też fakt, że sama tubka jest dość miękka i wiotka. Całość podczas podróży samolotem postanowiła eksplodować – na szczęście tylko na moje dłonie, a nie na ubranie. 



Lirene No Dark Circles Rozświetlający korektor pod oczy
Jak widać, opakowanie korektora bardzo trudno utrzymać w czystości



Wypatrywałam obiecanych przez producenta efektów, czyli poprawy mikrocyrkulacji w skórze, co miało przyczynić się do redukcji cieni i obrzęków pod oczami, a cienie mam, jak już wspomniałam, dość poważne. A doraźnie zależało mi na rozjaśnieniu skóry pod oczami i ogólnie bardziej wypoczętym wyglądzie. 

Muszę powiedzieć, że chwilę po nałożeniu korektor wygląda na skórze naprawdę ładnie. Lekko ją napina, wygładza, a do tego nieco – podkreślam, nieco – kamufluje zasinienia. Tylko... Najpierw korektor pręży muskuły i pokazuje jaki to jest fajny, a potem nagle słyszę "no to cześć" i trzaśnięcie drzwiami. Nie ma, poszedł, wyparował. Gorzej, że coś po sobie jednak zostawił...

WYRAŹNE ZŁOTE BROKATOWE DROBINY. Wyglądają pod oczami okropnie. Jak osypany brokatowy cień. Akceptowalne na sobotniej imprezie, ale w ciągu dnia przy delikatnym makijażu wygląda to po prostu źle. W dodatku te nieszczęsne drobiny są tym bardziej widoczne na ciemnej okolicy pod oczami (przypominam, że kryjące działanie korektora zanikło). Robi się z tego takie rozgwieżdżone niebo... pod oczami. 



Teraz wyobraźcie sobie te drobiny pod okiem...



Niestety, to jeszcze kosmetyk do dopracowania, bo nawet jeśli nie macie dużo do ukrycia, to ten brokat będzie doprowadzał do szału, szczególnie, kiedy ktoś delikatnie zwróci uwagę, że masz coś pod okiem. A naprawdę byłabym szczęśliwa, gdybym mogła kupić w drogerii dobry korektor w przystępnej cenie (korektor Lirene kosztuje około 24 zł/ 10 ml) i to jeszcze polskiej marki, bo naprawdę im kibicuję! 



Próbowałyście tego korektora?
Jak się spisał?
Czym maskujecie cienie pod oczami, jeśli je macie?



Podziel się!
Szukasz informacji o innym produkcie? Skorzystaj z WYSZUKIWARKI u góry strony lub zajrzyj do KATALOGU.
Bez względu na to, jak dany kosmetyk do mnie trafił, opisuję wrażenia z jego stosowania całkowicie szczerze. Pamiętajcie, że siłą rzeczy są to opinie osobiste, więc subiektywne. Nie mogę zagwarantować, że dany kosmetyk sprawdzi się u kogoś innego. Produkty, które przysłano mi do wypróbowania, oznaczam symbolem ★.

18 komentarzy:

  1. Brokat?! :O To się teraz zadziwiłam mocno... Pamiętam kiedyś taką zieloną bazę z Catrice - kolor cudo ale miała srebrny brokat. Po co? Nie wiem ale doprowadzał mnie do szału, więc to pewnie też by mnie wkurzało... Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, że tych drobin nie widać podczas aplikacji i nie zdawałam sobie z nich sprawy, dopóki nie spojrzałam w ciągu dnia w lusterko...

      Rozświetlający korektor może mieć drobinki, ale to musi być jak masa perłowa, żeby dawał efekt niemal odbijającej światło tafli, a nie roziskrzonej bombki choinkowej :(

      Usuń
    2. Koszmarek... Tak samo, jak z tamtym Catrice było. Wycisnęłam - ok, nałożyłam - dramat :( Współczuję bubelka...

      Usuń
  2. Lubię markę, ale nienawidze drobinek w korektorze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ich nie cierpię, niczemu tak naprawdę nie służą.

      Usuń
  3. Właśnie słyszałam o tym brokacie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeglądam teraz opinie w internecie i faktycznie wiele osób zwraca na to uwagę.

      Usuń
  4. Nie mialam go, ale pomysl jest dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. drobinki dobijają, ale w sumie go lubię ;) jednak ponownie nie kupię...

    od siebie polecam Maybelline Affinitone ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś korektor Affinitone i z tego, co pamiętam, trochę wysuszał niestety skórę. Skończę w tym roku 36 lat, więc nie mogę sobie pozwolić na nic, co robiłoby mi zmarchy pod oczami ;)

      Usuń
  6. Brokat to zdecydowanie zbędny element.

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam go bardzo ciekawa, ale już wiem, że to produkt nie dla mnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie stosuje korektora pod oczy prawie nigdy. Natomiast ze względu na te brokatowe drobinki pewnie nie zdecydowałabym się na ten

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos tam by się znalazło, ale raczej się tym nie przejmuje :)

      Usuń
  9. hi dear,
    i'm a new follower of your nice blog, can you follow mine on my blog?
    https://amoriemeraviglie.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
  10. A próbowała Pani korektor z Inglota? Nr 91 (korektor pod oczy właśnie). To jedyny, który spełnił moje oczekiwania. Kilka lat temu zaprzestali produkcji i byłam w czarnej rozpaczy; kiedy zobaczyłam go ponownie, od razu kupiłam i jestem mu wierna. Naprawdę polecam.

    OdpowiedzUsuń