-->

piątek, 30 listopada 2018

Włosy :: Przyjaźń na lata (L'biotica BIOVAX Intensywnie regenerująca maseczka Latte) [recenzja]

O pielęgnacji włosów piszę stosunkowo rzadko, co nie oznacza, że o włosy nie dbam. Wprost przeciwnie: regularnie stosuję maski, olejki, odżywki bez spłukiwania i inne wynalazki. Przyznam szczerze, że lubię eksperymentować, szukać nowości i kolejnego świętego Graala i nieczęsto zdarza się, żebym z produktu pielęgnacyjnego była zadowolona do tego stopnia, żeby kupować opakowanie za opakowaniem. A właśnie tak jest w przypadku maski Latte Biovax.






Miałam ją dotąd zawsze w najwyraźniej starszej wersji, bo ta, którą zobaczyłam na stronie producenta, ma odrobinę inne opakowanie i nazwę (grafika poniżej). Moja to INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASECZKA ODBUDOWA OSŁABIONYCH WŁOSÓW + PROTEINY MLECZNE Z PRZYPISEM LATTE z przypisem LATTE, natomiast  wersja pokazana na stronie producenta to INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASECZKA DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH Z PROTEINAMI MLEKA LATTE. W sumie różnica niewielka. Skład oczywiście ten sam.





Jak można przeczytać na stronie producenta, jest to intensywnie regenerująca kuracja stworzona specjalnie do włosów osłabionych. Ma je wzmocnić i naprawić zniszczenia strukturalne, zapewniając mocne, zdrowe włosy, zmniejszoną łamliwość, zamknięte łuski włosów i nierozdwojone końcówki, jedwabistą miękkość i naturalny połysk.

Co znajdziemy w masce? 90% składników pochodzenia naturalnegoProteiny mleczne cechujące się zdolnością naprawiania przerwanych wiązań keratyny, odbudowujące osłabioną i zniszczoną strukturę włosa, kompozycję oleju ze słodkich migdałów i miodu o silnym działaniu nawilżającym, zmiękczającym, odżywczym i nadającym połysk oraz ekstrakt z henny ułatwiający składnikom aktywnym wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki. Maska nie zawiera natomiast glikolu propylenowego, parabenów, jeśli ktoś się ich boi, SLS, SLES ani parafiny.

Skład (INCI): AQUA, CETYL ALCOHOL, CETEARYL ALCOHOL, CETEARETH-20, CETRIMONIUM CHLORIDE, HYDROLYZED MILK PROTEIN, LACTOSE, MEL EXTRACT, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, LAWSONIA INERMIS LEAF EXTRACT, TOCOPHEROL, GLYCERIN, ACETYLATED LANOLIN, ISOPROPYL MYRISTATE, GUAR HYDROXYPROPYLTRIMONIUM CHLORIDE, AMODIMETHICONE, PARFUM, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, BENZYL ALCOHOL, METHYLISOTHIAZOLINONE, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, PHENOXYETHANOL, GLUCONOLACTONE, PHENETHYL ALCOHOL, CAPRYLYL GLYCOL, CALCIUM GLUCONATE, TRIETHANOLAMINE, CITRIC ACID, HEXYL CINNAMAL.






W kartoniku, oprócz plastikowego słoika z maską, znajdziemy również dwa gratisy od BIOVAX: maleńką saszetkę (1,5 ml) z Biovax® A+E Serum Wzmacniającym oraz foliowy czepek, który ma wspomagać utrzymanie ciepła, aby substancje aktywne łatwiej wnikały we wnętrze włosów. Prawdę mówiąc, czepka użyłam ze dwa razy, a saszetki zawsze gdzieś mi giną, więc o serum nie potrafię nic powiedzieć.

Za to maska jest genialna. Pięknie pachnie – jak budyń waniliowy, ale nienachalnie. Ma konsystencję, która pozwala łatwo rozprowadzić ją na włosach, jednak nie na tyle lekką, żeby maska samowolnie spływała z włosów, niwecząc nasze pielęgnacyjne plany. Stosuję ją dwa-trzy razy w tygodniu w różny sposób – czasem trzymam na umytych włosach około 15 minut, czasem używam jak zwykłej odżywki, czyli na włosach jest dokładnie tyle, ile zajmuje mi wyszorowanie ciała i twarzy. W sumie bez względu na to, jak długo maska jest na włosach, jej działanie widać. Włosy są miękkie, gładkie, lśniące, łatwo się rozczesują, nie puszą się, są wyraźnie lepiej nawilżone. Żadnego obciążenia czy przetłuszczania, również skóry głowy. Wiem, że z proteinami w kosmetykach do włosów nie można przesadzić, bo zamiast pięknych błyszczących włosów będzie smutne siano, jednak nie zauważyłam ani razu objawów "przeproteinowania". Dla mnie to kosmetyk niezbędny i jutro wybieram się po kolejne (które to już?) opakowanie. To naprawdę przyjaźń na lata. 

Zaletą maski jest jej przystępna cena (w zależności od sklepu/apteki od 14 do 24 zł/ 250 g). Wiadomo, że nic pod tym względem nie pobije masek Kallos, ale i tak jest dobrze ;). Zapomniałam też wspomnieć i dopiero hasło Kallos mi przypomniało, że w masce BIOVAX cenię zamknięcie opakowania – nie jest to zakrętka, a zamykana na klik pokrywka. Co za wygoda pod prysznicem! Życzyłabym sobie jednak, żeby krawędź słoiczka był gładsza, a sam słoiczek niższy i szerszy, bo maskę nieprzyjemnie wydobywa się, kiedy jest jej już mało.

♥♥♥♥♥ (5/5)




Znacie tę maskę?
Służą wam proteiny w kosmetykach do włosów?



Podziel się!
Szukasz informacji o innym produkcie? Skorzystaj z WYSZUKIWARKI u góry strony lub zajrzyj do KATALOGU.
Bez względu na to, jak dany kosmetyk do mnie trafił, opisuję wrażenia z jego stosowania całkowicie szczerze. Pamiętajcie, że siłą rzeczy są to opinie osobiste, więc subiektywne. Nie mogę zagwarantować, że dany kosmetyk sprawdzi się u kogoś innego. Produkty, które przysłano mi do wypróbowania, oznaczam symbolem ★.

4 komentarze:

  1. Miałam tylko saszetkę innej maski i byłam zadowolona. Chętnie poznam inne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie muszę spróbować, moje włosy teraz w trakcie ciąży strasznie się wysuszyły 😩

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie z proteinami różnie bywało, ale maski Biovax uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie maski tej firmy nie służą, muszę mieć silikony, inaczej pukle przypominają siano.

    OdpowiedzUsuń