Przyznaję się bez bicia, że kiedy w piątek na jednym z blogów zobaczyłam zawartość czerwcowego GlossyBoxa byłam rozczarowana. Dzisiaj przyszedł mój i spojrzałam na niego nieco przychylniej. NIECO.
Ostatnio miałam więcej pracy i co za tym idzie mniej czasu, więc makijaż starałam się jakoś uprościć. Pokażę Wam, czego aktualnie używam – to mieszanka zarówno ulubieńców jak i kosmetyków, które chcę w końcu zużyć.
Zajrzałam wczoraj do The Body Shop i obejrzałam nową limitowankę Lily Cole, zwracając oczywiście szczególną uwagę na dwa produkty, na które ostrzyłam sobie zęby, czyli puder w kulkach i rozświetlającą bazę. Spisałam też ceny – znajdziecie je w poprzednim poście o kolekcji. Wszystko prezentuje się słodko i naprawdę uroczo.
Wiele razy już mówiłam, że uwielbiam maseczki do twarzy. Oprócz tego, że zazwyczaj po prostu dają fajne efekty, zapewniają też poczucie, że się o siebie zadbało, dokonało jakiegoś ważnego rytuału. Nie straszne mi różne błotniste mazidła, glinki, algi i inne brudzące specyfiki, ale z borowiną miałam kontakt pierwszy raz dopiero za sprawą Maski borowinowej firmy Jadwiga.
Natknęłam się wczoraj na fajnie zrealizowane filmy amerykańskiej Sephory, pokazujące różne techniki malowania paznokci – wzorki z gazetowego druku, brokat, ombre etc. Są krótkie, zwięzłe i zrozumiałe. Aż nabrałam ochoty na jakieś eksperymenty.
Od najbliższego piątku, czyli od 8 czerwca, w sklepach The Body Shop dostępna będzie piękna limitowana kolekcja produktów do makijażu Lily Cole. Znajdziemy w niej rozświetlający puder w kulkach, rozświetlającą bazę, poczwórne cienie do oczu, eyeliner, błyszczyki, kremowy róż do policzków i ust, a także przydatne akcesoria.