Zapachy :: Red Temptation Winter Zara

Nowe perfumy Red Temptation Winter marki ZARA to flanker hitowego zapachu Red Temptation, uznawanego powszechnie za klon słynnego Baccarat Rouge 540 od Maison Francis Kurkdjian.


Butla Red Temptation Winter (80 ml) jest prosta, ciężka, z korkiem, który stawia nieco zbyt duży opór. Trochę nieporęczna, choć estetyczna. Dokładnie taka jak w wielu innych zapachach tej marki (np. tych z serii z oudem – Chapter no.4). Bordowy kartonik jest ładny, ale wykonany z dość cienkiego papieru, więc o ile wrażenie wizualne jest pozytywne, to jak już ma się go w ręce, czar pryska. Nie postarano się za bardzo w tej kwestii. Rozumiem, że to perfumy za 80 zł, jednak inne zapachy ZARA pakuje lepiej lub znacznie lepiej (mam na myśli te powstałe we współpracy z Jo Mallone). 

Red Temptation Winter Zara

Opis na stronie marki do obszernych i szczegółowych nie należy. Przeczytamy jedynie, że Red Temptation Winter to "woda perfumowana o aromacie szafranu, z pikantnymi i lekko słodkimi nutami, zanurzonymi w bogatych, drzewnych tonach cedru i paczulki. Wytworny zapach pełen charakteru." W gruncie rzeczy ten opis jest dość adekwatny, w przeciwieństwie do tego, co umieszczono na kartoniku ("sensuality comes to life as bright jasmine bouqet, with an irresistible fruity touch" – naprawdę nie czuję tu ani jaśminu, ani owoców).


W otwarciu czuć klasyczną wersję Red Tempation, z tą dziwną nutą kojarzącą się niektórym z dentystą, szpitalem czy bandażami, jednak już po chwili pojawia się coś pikantnego, pieprznego – prawie jak pieprz w Bohemian Oud ZARA. Później zapach łagodnieje, robi się słodki (ale nie gourmand), z miłą, zupełnie niepiwniczną czy ziemistą paczulą. Wygasa ślicznym cedrem. I to tyle. Bez fajerwerków, nic odkrywczego, niemniej jest to kompozycja bardzo przyjemna dla nosa, bez cienia syntetyczności i chyba się polubimy. Otulająca, ale bez przesady, potrafię sobie wyobrazić noszenie tego zapachu w cieplejsze dni, nie nasuwa mi w ogóle skojarzeń jesiennych czy zimowych.

Nie jest to w moim odczuciu zapach o szczególnie mocnych parametrach. Projekcja nie jest zbyt duża, szybko robi się raczej bliskoskórny, więc nikogo nie udusimy. Co do trwałości wypowiadać się nie będę, bo na mojej skórze mało co się długo trzyma niestety. Niemniej na ubraniach Red Temptation Winter pachnie uroczo cały dzień. Dodam jeszcze, że w mojej opinii to doskonały uniseks.




Znasz Red Temptation ZARA i jego "zimową" wersję?
Lubisz jakiś zapach marki ZARA?

9 komentarzy:

  1. Wzmianka o nucie zapachowej kojarzącej się z dentystą/szpitalem/bandażem zwróciła moją szczególną uwagę ;)
    Jako osobnik nadwrażliwy na wszelkie bodźce zmysłowe; zwłaszcza słuchowe, dotykowe - i zapachowe właśnie - ciężko mi dobrać zapach, który po krótkim czasie nie zacząłby mnie drażnić. Nawet te śliczne, które lubię w sposób niezmieniony, ryją mi łeb (a przecież używam ich z wyczuciem). Jest to zupełnie niezależne od rodzaju, od podziału (fioletowe/czerwone/rześkie/ciepłe - czysta loteria). W sumie... nie wiem, po co to mówię, kiedy nie wnosi to do tematu zapach Zary praktycznie nic :D

    ...chyba z sentymentu, bo mam sentyment do blogów w stylu, który znam z dawnych czasów, choćby z tym panelem z obserwatorami po prawej ♥ Cieszę się, że część z Was jeszcze pisze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, dość nietypowe nuty jak na popularne perfumy ;) Swoją drogą dentysty ani szpitala (środków odkażających etc.) w Red Temptation nie czuję, ale tę nutę bandaża elastycznego owszem, potrafię wyłapać. Na szczęście mi nie przeszkadza. Są jednak zapachy, w których czuję rzeczy, które uniemożliwiają mi ich noszenie. Na przykład w Lacoste Pour Femme czułam frytki. Takie smażone w starym tłuszczu, któremu już dawno należy się emeryturka, podawane na papierowej tacce z plastikowym mikrowidelczykiem. Albo nuta starej popielniczki – niestety nie pamiętam gdzie, więc boję się, że znowu na ten koszmar kiedyś trafię. Poza tym kocie siki, koperek, ogórki etc.

      Zapachy, które są dla mnie za mocne lub które muszę trochę oswoić, stosuję w małych ilościach i trochę inaczej niż inne. Rozpylam perfumy za siebie – tak, żeby trochę opadło na włosy, kark, łopatki. Na tym poprzestaję. W ten sposób zapach ze mną jest, przypływa do mnie małymi obłoczkami, ale nie czuję go za każdym razem, kiedy podeprę głowę ręką. W gruncie rzeczy coraz rzadziej perfumuję nadgarstki. Czasem spryskuję spodnie w okolicy kolan. Może u Ciebie się to sprawdzi?

      Usuń
  2. Dziękuję za recenzję, bardzo przydatna:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam, nie miałam jeszcze żadnego zapachu Zary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odkrywam je teraz stopniowo od tego lata. Wcześniej w ogóle mnie nie interesowały i chyba trochę straciłam ;)

      Usuń
    2. Ja też jeszcze się nie skusiłam..

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W końcu to świeżutka nowość ;). A lubisz coś pachnącego z Zary?

      Usuń

Dziękuję za Twój kometarz :)