Wałkuję cellulit raz jeszcze, ale obiecuję, że to koniec cyklu o nieprzyjemniaku na "c". Dzisiaj chciałam przybliżyć cztery produkty z linii NIVEA Q10 Plus, które dotąd stosowałam.
Jacob Jordaens, Król Lidii Kandaules pokazuje swoją żonę Gygesowi
Flamandzki malarz tak wyobrażał sobie ideał kobiecego piękna... Abstrahując od tego, że dzisiaj preferujemy inną sylwetkę i kategorię wagową, chyba żadna kobieta nie chce mieć pupy czy ud jak żona króla Kandaulesa w barokowym ujęciu... Ja też nie!
Wszystkim uczestniczkom serdecznie dziękuję za udział w konkursie. Wyłonienie zwyciężczyni nie było wcale łatwym zadaniem i najchętniej nagrodziłabym kilka osób, niestety, nagroda jest jedna. Mavia, serdecznie Ci gratuluję!!!
Trochę przekornie piszę teraz o cellulicie, bo zazwyczaj kobiety w panikę wpadają wiosną, kiedy zaczynają myśleć o nadchodzącym sezonie plażowo-szortowym. Z pełną parą ruszają wówczas kampanie reklamowe, przekonujące, że pomarańczową skórkę można szybko zwalczyć. Po lecie przychodzi swetrowo-czekoladowa jesień i zima i jakoś o cellulicie zapominamy, a działać (i przeciwdziałać) trzeba tak naprawdę cały rok.
Kolejne zapachowe denko (poprzednie tutaj), tym razem spodziewane i nie tak bolesne, bo flakon jest przezroczysty, a poza tym nie byłam do Sun Moon Stars Lagerfelda bardzo przywiązana.
IN STITCHES to jeden z najładniejszych, a zarazem najdziwniejszych lakierów, jakie kiedykolwiek miałam. Nie jestem w stanie powiedzieć, co to za odcień, bo zmienia się wraz z najbardziej subtelnymi zmianami światła. Raz jest brudnym różem, raz rudawym różem, innym razem z kolei przygaszoną różowawą czerwienią. Czasem udaje odcień przygaszony, niemal pastelowy, żeby za chwilę przeobrazić się w coś o wiele bardziej nasyconego.