-->

czwartek, 4 lipca 2013

Retro :: Aparat do nadawania wygięcia




Po włosach i paznogciach – przyszła kolej na rzęsy Ameryka (no naturalnie) wynalazła już aparat służący do nadawania im specjalnego wygięcia, dzięki czemu oko wydaje się większe i piękniejsze. 
Tęcza, marzec 1928.


***

Podejrzewam, że autor tej notatki nawet nie podejrzewał, że to dziwne urządzenie się przyjmie i będzie dostępne w każdej drogerii. Odkąd pierwszy użyłam zalotki, nie potrafię już się bez niej obejść, bo faktycznie dzięki podkręconym rzęsom "oko wydaje się większe i piękniejsze". Moja ulubiona to zalotka Inglot.


Używacie zalotki?
Macie swój ulubiony model? 


Podziel się!

34 komentarze:

  1. Zalotka jest nr 1 w mojej kosmetyczce. Mam małe oko z opadającą powieką, bez zalotki to jak bez ręki :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedys namietnie uzywalam zalotki, ale ja zagubilam gdzies w czasoprzestrzeni i jakos po niej nie placze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej należysz do tych szczęśliwych, którym rzęsy nie patrzą w chodnik, jak u mnie :)

      Usuń
  3. Ja uzywam sporadycznie glownie dlatego ze moje rzesy sa naturalnie podkrecone :) Ale nie powiem bardzo lubie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem melepeta i nie umiem się nią obsłużyć ,albo mój model był jakiś felerny .Lapała mi rzęsy razem z powieką i szczypala ..brrrr.....

    Atqo -
    mam pytanie do Ciebie .
    Nosisz tak jak i ja soczewki kontaktowe . Czy mogłabyś mi polecić jakiś sprawdzony przez siebie tusz wodoodporny ?
    nie używam takich tuszy ,ale przed wyjazdem do cieplych krajów bardzo by się przydał .Kupilam kiedyś tusz z IsaDora i kurcze ... porażka to była :( tusz jakimś kosmicznie dziwnym sposobem dostał się na soczewkę i raz , ze bol był koszmarny i podrażnienie ,to soczewka w kosz , bo niczym nie mogłam go usunąć .
    Będę wdzięczna za radę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem specjalistką w dziedzinie tuszy wodoodpornych, raczej ich unikam, więc doświadczenie mam raczej nikłe. Ostatnio, trochę z konieczności, używam jednak takiego tuszu i jestem z niego zadowolona. To powszechnie dostępny Maybelline Colossal w wersji wodoodpornej (żółte opakowanie z metalicznymi turkusowymi napisami). Nie kruszy się, nie roznosi po oku, łatwo się też zmywa płynem dwufazowym.

      Usuń
    2. ze mnie też ekspert żaden :/
      Potrzeba jednak popycha mnie do kupna ,a wspomnienia skutecznie hamują potrzebę ;)

      Usuń
  5. Aaaa - rypłam - dobór słów pierwszorzędny :D
    Nie mam zalotki [mimo, że korci mnie do niej niesamowicie], ponieważ wydaje mi się, że jej stosowanie bynajmniej nie wpływa dobrze na rzęsy... a szkoda, bo dzięki niej oko faktycznie prezentuje się niezwykle atrakcyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój dobór słów najwyraźniej też niezwykły, bo Cię blogger do spamu wrzucił :D Ale już Cię przywróciłam, wszystko gra, oddychaj.

      Używam zalotki od jakiś ośmiu lat chyba i nie widzę, żeby jakoś niekorzystnie wpływała na rzęsy. Ale jeśli się obawiasz, to chociaż od święta można zaszaleć :)

      Usuń
    2. Haha :D

      Nie ukrywam, że kusisz.
      A niech tam - dziś ładna pogoda, chyba przejdę się i obadam ceny tego ustrojstwa, do którego kupna podchodziłam [oczywiście jedynie w zamiarach, aż wstyd przyznać, że nawet nie miałam onego w ręce] już wiele razy, z których każdy jeden spełzł na niczym.

      Usuń
    3. Ciekawe, czy się do mafii zalotkowej zapiszesz :D

      Usuń
  6. Mam i nie używam, bo w moim przypadku nie widzę jakiegoś efektu wow, którego nie uzyskałabym maskarą :) Dla mnie zbędny gadżet, ale dla mojej przyjaciółki nie istnieje makijaż bez użycia zalotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sobie nie wyobrażam życia bez zalotki, sam tusz mi nie wystarcza, bo mam długie rzęsy z tendencją do patrzenia w chodnik ;)

      Usuń
  7. Prześmieszne są te retro-wpisy :)
    Zalotkę kiedyś posiadałam, ale zapodziałam i nie używam, nie czuję takiej potrzeby.
    W ogóle nazwa "zalotka" jest bardzo ładna w porównaniu do "aparatu do nadawania wygięcia" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. mam długie rzęsy, ale nie są one znacznie wywinięte - nawet pomalowane tuszem bardzo podkręcającym wyglądają smętnie, ale dzięki zalotce mam piękną firankę rzęs - nie mogę bez niej żyć!

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny wpiss :)

    Zapraszam do mnie <3

    http://the-best-version-of-you1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nigdy nie skusiłam się na zakup, ba... nawet na użycie zalotki. Może nadszedł najwyższy czas, aby to zmienić? (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za udane zalotkowe manewry :)

      Usuń
  11. Nigdy nie używałam, moje rzęsy same się podkręcają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie używam bo co chwilę mam coś ważniejszego do kupienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż może być ważniejszego od zalotki? :P

      Usuń
  13. mam zalotkę, ale moje rzęsy po kilku minutach od jej użycia znowu są proste jak druciki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj od razu po podkręceniu pomalować rzęsy cienką warstwą tuszu wodoodpornego, powinien w miarę dobrze utrzymać kształt nadany rzęsom.

      Usuń
  14. A ja nigdy nie używałam zalotki.

    OdpowiedzUsuń