-->

sobota, 13 sierpnia 2016

Zapachy :: Stąd do wieczności
(Calvin Klein Eternity EDP)

Zapachy to fascynujące narzędzie umożliwiające podróż w czasie i przestrzeni. Moja pamięć wydarzeń jest ściśle związana z pamięcią zapachową. Czasem jakaś subtelna nutka przywołuje zagrzebane gdzieś głęboko wspomnienie – gwiazdkowe pomarańcze, pierwszy szkolny podręcznik, rumiankowy szampon z dzieciństwa, gumy Donald, syrenka dziadka...






W moim świecie nie ma zapachów neutralnych, bo każdy potrafi otworzyć przepastny kufer z emocjami. Lubiane kiedyś aromaty zepsute przez jakieś przykre wydarzenia, przypadkowe zapachy, które znalazły się w złym miejscu w złym czasie, przepełniają niepokojem, lękiem, żalem, bólem czy złością. Kojarząca się ze szkolnym stresem mieszanina pasty do podłóg i kurzu, zapach dania, które później odchorowałam, woda toaletowa kogoś, kto złamał mi serce, zapach kleju znienawidzonych butów, które nigdy nie zaakceptowały faktu, że mają służyć do chodzenia... 

Być może niektórych zaskoczę i będą chcieli spalić mnie na stosie... Zapachem, którego szczerze nienawidzę, jest evergreen Calvina Kleina ETERNITY z 1988 roku. Zaznaczam, że naprawdę niewiele jest rzeczy, o których z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że ich nienawidzę. Nie rzucam tym określeniem na ślepo, jeśli coś mi nie odpowiada, to nie odpowiada i tyle. Ale ETERNITY naprawdę nie-na-wi-dzę. 

Nie ma chyba zapachu, który by mi się tak źle kojarzył, chociaż nie wiąże się z żadnym konkretnym wydarzeniem. Mój mózg wrażenia węchowe łączy tylko z jednym wyobrażonym obrazkiem: wiosna, deszcz, około 14 stopni, cmentarz, pogrzeb, ktoś w nowej skórzanej kurtce, dużo białych kwiatów, zieleń, która chciałaby eksplodować, ale wstydzi się z uwagi na okoliczności, nieodwracalność, ostateczność, wieczność – właśnie! – eternity. Czy chciałabym pachnieć pogrzebem? Nie. Czy miło mi, kiedy ktoś obok mnie tak pachnie? Tym bardziej nie. Co ciekawe, ETERNITY to kompozycja Sophii Grojsman, autorki SUN MOON STARS Karla Lagerfelda, który to zapach budzi we mnie nie tak nieprzyjemne, aczkolwiek nieco pogrzebowe skojarzenia. Za nic w świecie nie potrafię połączyć ETERNITY z miłością, spokojem, zmysłowością – jak w reklamach.






Najwyraźniej jestem masochistką, bo testowałam ETERNITY na sobie wielokrotnie, próbując przełamać tę, delikatnie mówiąc, niechęć, a przy tym poznać tajemnicę tej kompozycji. Jedno małe psiknięcie trwało i trwało na skórze wieczność (sic!) i nie dawało się zmyć. Dosłownie wżerało się w tkanki, wgryzało jak włókna eternitu w płuca.

W moim odczuciu to zapach głośny, mocny, ekspansywny, wypełniający sobą każdą przestrzeń, nawet tę otwartą. Narzuca się, wwierca w mózg, wywołuje niepokój i ból brzucha. Z jednej strony jest gnijąco organiczny, z drugiej zimny i dziwnie metaliczny. Doceniam złożoność kompozycji – jest tkana gęsto i z rozmachem, niby nowocześnie, ale jednak z przepychem, jak na lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku przystało. 

Pierwszy cios to zieleń, cytrusy, mandarynka wymieszana ze zwalającą z nóg frezją i szałwią. Później robi się stricte kwiatowo, co wcale nie znaczy, że subtelnie. Po nosie dostajemy całym pękiem badyli: lilią-killerem, goździkiem, fiołkiem, aksamitką, jaśminem, konwalią, różą i narcyzem. Spokoju nie zapewnia też baza, bo jest równie intensywna (drzewo sandałowe, ambra, paczula, piżmo i heliotrop). Co gorsza, ETERNITY rozgrzane na mojej skórze zyskuje jakąś dziwną nutę nieświeżości – wydaje mi się, że to wina piżma.

***

Jesienią zeszłego roku byłam w Warszawie na konferencji i niestety dopadła mnie angina. Powrotna podróż pociągiem z gorączką, paskudnym bólem praktycznie wszystkiego, chyba łącznie z mózgiem nie byłaby może takim koszmarem, gdyby nie to, że siedząca obok mnie dziewczyna na moje nieszczęście pachniała właśnie ETERNITY. Wierzcie mi, ta podróż trwała wieczność...




Lubicie Eternity CK?
Czy są jakieś zapachy, których nie możecie znieść z powodu wspomnień czy skojarzeń, które wywołują?
Napiszcie w komentarzu!


Podziel się!
Szukasz informacji o innym produkcie? Skorzystaj z WYSZUKIWARKI u góry strony lub zajrzyj do KATALOGU.
Bez względu na to, jak dany kosmetyk do mnie trafił, opisuję wrażenia z jego stosowania całkowicie szczerze. Pamiętajcie, że siłą rzeczy są to opinie osobiste, więc subiektywne. Nie mogę zagwarantować, że dany kosmetyk sprawdzi się u kogoś innego. Produkty, które przysłano mi do wypróbowania, oznaczam symbolem ★.

7 komentarzy:

  1. To mój ulubieniec, używam go od lat i kojarzy mi się bardzo pozytywnie. Z ukochaną ciocią, ulubioną wykładowczynią, z szalonymi wypadami za miasto z przyjaciółmi. Lubię kwiatowe kompozycje takie jak Eternity. Używam na zmianę z Eternity Moment. To są moje zapachy, którymi chętnie otulam się każdego dnia. Równie pozytywnie oceniam jeszcze Lolitę Lempicką Forbidden Flower. Źle mi się kojarzy natomiast Little Black Dress z Avonu oraz Amor Cacharele. Ten ostatni okrutnie męczy mnie w autobusie, niemal zawsze znajdzie się ktoś, kto pachnie tymi słodkimi perfumami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś najlepszym dowodem na to, jak bardzo zapachy wiążą się z emocjami :).

      Little Black Dress też kojarzy mi się średnio (stresy na studiach), a Amor Amor to jedna wielka dusząca kontrowersja ;)

      Usuń
  2. O nie, bardzo nie lubię tego zapachu. Drażni mnie, jest taki płaski... Miłe wspomnienia mam z Poisonem Diora - oświadczyny itp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że on nie jest płaski, jest tak złożony i przeładowany, że można go odbierać jak taką ścianę zapachu po prostu.

      Usuń
  3. Jako studentka w 1995 roku marzyłam o Eternity, które znałam stojąc na promocjach w Rossmanie :) po 3 latach lecąc samolotem do Holandii, na pokładzie zakupiłam wymarzona butelkę (powietrzna strefa bezcłowa w roku 1998 :) i byłam zachwycona, unurzana w zapachu marzeń, który kojarzy mi się z wolnością, poczuciem mocy (pierwsza prawdziwa praca, wyjazd, podróż, poczucie luksusu). Czasem zastanawiam się czy kupić sobie to znowu, ale po latach bym juz nie chciała tak pachnieć. Drugim ukochanym zapachem sa Pleasures Estee Lauder - tez kalendarzowo z tamtych czasów :) tez same pozytywne wspomnienia.
    Natomiast nie znoszę Amor Amor ( a miałam i używałam) oraz Chanel Chance, które tez miałam i kochałam, ale tak spowszedniały, ze nawet płyn po podłóg ma te sama nutę zapachowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe ze mi opublikowało komentarz nie z fejbukowym imieniem, tylko skrótem z Google, ale to ja, Natasza :)

    OdpowiedzUsuń