Odkąd na rynku pojawiły się płyny micelarne, używam ich nieustannie. Nie jestem w stanie nawet przypomnieć sobie, jak wykonywałam demakijaż w czas "przedmicelarnych". Mleczko? Nie, nigdy nie lubiłam mleczek. Olejki? Nie było. Chyba sięgałam po prostu po płyny do demakijażu oczu, ale co z resztą twarzy? Aż strach myśleć... Dzisiaj uznaję tylko podwójne oczyszczanie twarzy: najpierw staranny demakijaż, a później mycie żelem czy emulsją. A do demakijażu, o ile nie mam na sobie kosmetyków wodoodpornych, tylko micele.